Geoblog.pl    Wjkrzy    Podróże    A w Hong Kongu    Ladies Market
Zwiń mapę
2017
30
lip

Ladies Market

 
Hong Kong
Hong Kong, Hong Kong
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 12352 km
 
Dziś Mamy jeszcze jeden cały dzień w Hong Kongu. Zaczęło się od tego, że Lala pobiła rekord, po wycieczce do Macau spała 14 godzin. Jak padła o 19, wstała o 10 następnego dnia. Gosia ma już "mumsa" w fazie schodzącej, więc próbujemy coś jednak zrobić poza chodzeniem do Wellcome a potem piciem i jedzeniem w klimatyzowanym pokoju. Jest jeszcze kwestia palenia. Tu wszędzie wiszą ostrzeżenia, że kara za palenie może wynieść do 5000 hkd. Chyba Singpurowi pozazdrościli. Faktycznie, czysto tu, żadnych petów i śmieci na ulicach. Palić można, ale oprócz przystanków. W lokalach nawet mowy nie ma. Ale większość po prostu stoi i pali przy koszach z popielniczkami. Na szybko, jak wszystko w Hong Kongu. Gosia wymyśliła technikę palenia w pokoju. Klima na maksa, klęka na łóżku, na plecy zasłona okienna, otwiera piec czyli okno i pali równie szybko, jak chińczyk. Żeby udaru cieplnego nie dostać.
No właśnie, co z tym ciepłem. Niby temperatura i wilgotność nie odbijają od Bangkoku czy Kuala Lumpur, ale tu jest jak wewnątrz kotła lokomotywy. Stawiamy, że to jednak wilgotność. Wszędzie dokoła gorące morze a zabudowa wyklucza jakikolwiek ruch powietrza. Czego się człowiek nie dotknie, to parzy. Posadź dupę na krawężniku to sobie usmażysz. W takich warunkach zwiedzanie miasta to wyczyn niemal heroiczny.
No dobra, ale w końcu ruszamy. Zrobiliśmy Hong Kong w cztery godziny, teraz pora na Kowloon. Jedziemy metrem na Ladies Market. Jest niedziela, nie tylko nas dupa świeżbi. Dotyczy to też paru milionów mieszkańców Hong Kongu, którzy kompletnie nie mają co robić, tylko łażą po ulicach. Tylko wyszliśmy z hotelu i bach po łbie, gorącem, hałasem i wilgocią. Przy wejściu do metra dokłdnie jak przy wejściu do mrowiska. My też wchodzimy. Nie jest daleko, dwie stacje do Admiralty i potem cztery do Mongkok. Przy wyjściu jest jeszcze gorzej. W końcu niedziela to najlepszy dzień na zakupy.
Jeszcze raz pozwolę sobie zauważyć, że Pratunam to to nie jest, Jalan Petaling też nie. Generalnie króluje Chińska tandeta ale za konkretne pieniądze. Coś można kupić ale dupy nic na pewno nie urwie. I jest tak potwornie duszno, że w połowie bazaru mamy serdecznie dość. Jeszcze trochę a padnę. I na dodatek nigdzie nie ma nic do picia. Oczywiście to Hong Kong, zero stoisk spożywczych na ulicy. Gdy dopadłem do 7/11 ... tu też właściwie nic nie ma a cały sklep wielkości domku dla lalek. A niech diabli to wszystko wezmą, to nie jest miasto dla białych ludzi. Wokół same wierzowce, żadnego ruchu powietrza, nic. Wszystko mam mokre, majtki też. Czołgamy się z powrotem do metra, na granicy zapaści. Do domu idziemy przez Pradę i Versace w Fashion Walk, bo tam chłodniej.
I na tym proponuję zakończyć przygodę z Hong Kongiem. Myślę, że moja noga tu już nie postnie, trzeba było zrobić Hong Kong po Amerykańsku, przylecieć rano, cztery godziny zwiedzania i wieczorem wiać jak najdalej.
My wylatujemy dopiero jutro wieczorem i tu jest problem.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (4)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
Wjkrzy
Włodzimierz Krzysztofik
zwiedził 12.5% świata (25 państw)
Zasoby: 391 wpisów391 253 komentarze253 3081 zdjęć3081 34 pliki multimedialne34
 
Moje podróżewięcej
18.04.2019 - 21.04.2019
 
 
25.01.2019 - 09.02.2019
 
 
29.12.2018 - 01.01.2019