Geoblog.pl    Wjkrzy    Podróże    Tam gdzie rodzi się słońce    Bangkok Hangover
Zwiń mapę
2012
06
lip

Bangkok Hangover

 
Tajlandia
Tajlandia, Bangkok
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 8991 km
 
Pobudka po wczorajszym nie skonczyla sie jak w znanym filmie bo wszyscy sa ale wczoraj wieczorem rozlezli sie po miescie jak mrowki. Ale rano (no powiedzmy, ze rano) dalo sie towarzystwo pozbierac. Poszedlem z Teleckimi na targ owocowy i jak wol objuczony wricilem do hotelu. Po drodze kupilem dwa "cosie" na sniadanie. Pierwsze okazalo sie mlodymi duszonymi baklazanami z posypka ( z czego tylko Wisznu wie) a drugie to byla tajska wersja swojskiej kielbasy. Tyle, ze byla slodka jak ulepek i ostra jak bzytwa Oleksego. Do tego znow posypka z tym razem Brahma wie co i torebka plynu z ognia piekielego. Sprobowalem tylko na palec i ... znalazlem sie na orbicie, cala torebka do muszli klozetowej. Pozbywszy sie tego co tajce lubia najbardziej zjadlem wszystko do ostatniego okruszka. Na deser zawiniete w liscie banana ciasteczko z kokosa za nmagiczne :"twenty baaaats", o to jest wlasnie kwintesencja tajskiego smaku. Jakbym mial tuszin to bym zezarl wszystkie.
Po sniadaniu relax na basenie, towarzystwo tez posniadalo gdzie kto lubi i co. To jest wlasnie tajlandia, dla kazdego cos milego, nie ma tak nigdzie , gdzie do tej pory nas nogi poniosly.

A teraz idziemy w miasto, plan bogaty : Wat Pho, Wat Arun, Old Siam Plaza, Pahurat Market, Indyjski lunch , Chinatown, kaczka po pekinsku, Wat Thraimit i dworzec kolejowy gdzie chcemy kupic bilety na jutrzejsza eskapade Death Railway do kKanchanaburi. Jak wrocimy, napisze co z tego wyszlo
Zwalaszcza, ze po porannym slonku juz na niebie zbiera sie "Thunderstorm or two" jak to pisza w serwisach pogodowych. Pomodlimy sie za was do Buddy, niech wam zesle swoj niebianski spokoj.

No i wszystko wyszlo. Poplynelismy do Tha tien i promem w poprzek rzeki do War Arun. Duza rzecz, nie powim. zwlaszcz, ze cztry razy bylismy w BKK i ani razu nie widzielismy jej z bliska. Potem zaprowadzilem towzrystwo do Wat Pho, tez zrobilo wrazenie. Pogoda byla niezla, wiec moze wreszcie kolory na zdjeciach beda kolorowe. Potem odwiedzilismy Old Siam Plaza, bardzo ciekawe miejsce na zakupy i na ... jedzenie. Klientela wylacznie miejscowa i towary jakby inne. A "food corner" wysmienity. A buleczki na parze, ciasteczka, sajgonki w wersji fresh palce lizac. Dalej gonilismy jak wiatr przez Pahurat Market do Chinatown. Tam znowu soki i przekaski az do Wat Thraimit. Jeszcze tylko bilety na jutrzejsza wyprawe i wrocilismy taksowkami do domku. Lekko, nie latwo ale przyjemnie.
Jutro rano pobudka przed switem i caly dzien w pociagu. Wekendowy kurs do Nam Tok i zpowrotem ma byc pelen niezapomnianych wrazen. mam nadzieje, bo wyspac to sie chyba wyspie dopiero na Bali. Koncze bo czas sie wykapac i poszukac jakiejs kolacji. Zyczymy wszystkim smacznego, nam tu wszystkim bardzo smakuje.

 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (45)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
Wjkrzy
Włodzimierz Krzysztofik
zwiedził 12.5% świata (25 państw)
Zasoby: 390 wpisów390 253 komentarze253 3081 zdjęć3081 34 pliki multimedialne34
 
Moje podróżewięcej
18.04.2019 - 20.04.2019
 
 
25.01.2019 - 09.02.2019
 
 
29.12.2018 - 01.01.2019